Minorka – czy jest perłą Balearów?

Mała, niezwykle urokliwa i spokojna wyspa hiszpańskich Balearów skradła moje serce. Co w mnie w niej tak urzekło? Skąd pomysł na tę właśnie destynację?

O Minorce przeczytałam kiedyś w powieści pt. „Dom złudzeń. Iga” Iwony Walczak. Zaintrygowana opisami zaczęłam przeglądać internet. Zdjęcia, które ujrzałam przekonały mnie. Wiedziałam, że chcę odwiedzić to miejsce. Marzenie to czekało jakieś dwa, czy trzy lata na realizację, ale spełniło się. Zdecydowaliśmy się na krótki pobyt w Barcelonie, by zwiedzić ją razem z dziećmi, a następnie stamtąd polecieć na Minorkę. Lot taki trwa około 40 minut i kosztuje w granicach 10 euro za osobę.

Wypożyczonym autem przebyliśmy drogę z lotniska w Mahon do naszej miejscowości Cala en Bosch. Trasa wynosiła 53 km co znaczyło, że przejechaliśmy całą długość wyspy.

Po trzech dniach w Barcelonie pragnęłam spokoju, odpoczynku, wyciszenia. Gdy odbieraliśmy samochód z wypożyczalni poczułam co wyspa ma mi do zaoferowania. Świeciło popołudniowe słońce, ptaki pięknie szczebiotały w konarach drzew, roślinność zachwycała swą różnorodnością. Było ciepło, spokojnie i pięknie. Już wtedy poczułam błogi spokój i miałam pewność, że to będzie wspaniały czas.

Hotel Carema Beach okazał się cudownym miejscem z przemiłą i pomocną obsługą.

Nasz pokój rodzinny był przyjemny i jasny, w kolorach szarości i beżu. Urządzony w prostym, minimalistycznym stylu z elementami aktualnych trendów jak drewniane, czy rattanowe elementy wyposażenia. Mieliśmy piękny widok z balkonu. Bezpośrednio z terenu hotelu wychodziło się na niewielka, piaszczystą, uroczą plażę otoczoną skałami. Gdy zobaczyliśmy ją po raz pierwszy nie mogliśmy nacieszyć się widokami, a naszym zachwytom nie było końca.

Cały kompleks był tak kameralny i przytulny, że czuliśmy się tam wspaniale. To miejsce miało dla nas w sobie jakąś magię.

Początek maja nie należał do najcieplejszych w tym roku. Zdarzał się deszcz lub silny wiatr. Uprzedzeni przez pana z recepcji, że pogoda na wyspie w krótkim czasie może się zmienić plany dnia staraliśmy się dopasowywać do warunków pogodowych w danej chwili. Jeśli było ciepło i słonecznie spędzaliśmy czas na plaży i nad basenem, a gdy pogoda się zmieniała wsiadaliśmy w auto i ruszaliśmy na zwiedzanie okolicy.

Podczas zwiedzania wyspy przejechaliśmy łącznie 600 km, zwiedzając ją wzdłuż i wszerz. Po drodze podziwialiśmy przepiękne krajobrazy, dziewiczą przyrodę, łąki, lasy, pastwiska. Czasem krajobraz i roślinność (głównie kwiaty) wyglądały jak w Polsce, w środku lata.

Od celu do celu prowadziła zazwyczaj jedna, główna trasa – pas w jedną stronę, pas w drugą stronę, a dookoła przyroda. Niewielki ruch samochodów i niewielka ilość turystów sprawiały, że czuliśmy się jakbyśmy byli sami. Niekiedy mieliśmy poczucie, że jako turyści mamy wyspę na wyłączność. Minorka liczy 92 tyś. mieszkańców żyjących głównie w miastach, więc nic dziwnego, że mieliśmy takie odczucia. Bardzo nam to  zresztą odpowiadało. Odpoczywaliśmy, nie stresowaliśmy się. Nie było wielkich autostrad, skomplikowanej sieci dróg, zgiełku. Podjeżdżając pod daną atrakcje jak na przykład klify, latarnia morska, nie było płatnych parkingów, szlabanów, automatów, które nie wiadomo jak obsłużyć. Zazwyczaj na placu parkingowym byliśmy sami. Zapewne wiązało się to po części z okresem przedsezonowym.

Cala’n Porter Beach

Es Canutells

Na Minorce podobała mi się różnorodność krajobrazu i roślinności. Na północy ostre, porowate skały, imponujące klify, a na południu szerokie, piękne, piaszczyste plaże. Niesamowite wrażenie zrobiły na mnie klify w Cala Morel i Cap Cavalleria (najdalej na północ wysuniętym cyplu wyspy) oraz piękna, szeroka, piaszczysta plaża w Son Bou, która jest najdłuższą (2,5 km) na Minorce.

Son Bou

Wyjątkowe na Minorce są też zachody słońca. Polecam oglądać je w Cap d’Artrutx, kawałek dalej od latarni, ale o tym w kolejnym wpisie. Zdjęcie poniżej zostało zrobione we włoskiej restauracji Capriccio Italiano w miejscowości Cala’n Bosch. Jako entuzjaści włoskiej kuchni stołowaliśmy się tam niemal codziennie. 🙂

Przystań w Cala’n Bosch

Wydaje mi się, że Minorka naprawdę różni się od Majorki, czy Ibizy. Trudno znaleźć tu wysoką zabudowę hotelową, kolorowe stragany z tandetą, czy tętniące muzyką bary. Mam nadzieję, że tak już zostanie. Spędziliśmy tam pięć cudownych dni. Szczerze polecam, nie tylko dla osób szukających spokoju i wytchnienia, ale także lubiących aktywny wypoczynek. Minorka oferuje trasy rowerowe i piesze, jazdę konno, spływy kajakowe, sporty wodne. Z pewnością osoby szukające adrenaliny i ruchu nie będą się tam nudzić.

Jednak tym, co urzeka najbardziej to krajobrazy, przyroda. Najlepszym potwierdzeniem tego niech będzie fakt, że w 1993 r.  wiele obszarów wyspy zostało objętych ochroną UNESCO jako rezerwat biosfery.

Dla mnie zdecydowanie jest to perła i to nie tylko Balearów. 🙂

 

One thought on “Minorka – czy jest perłą Balearów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *