Jaki sens ma pisanie pamiętnika? 

Pamiętnik – wyraz kobiecego sentymentalizmu, kronika, element psychoterapii, czy wehikuł czasu?

Zacznijmy od tego, że prowadzenie pamiętników to raczej kobieca domena. Wiele z nas już jako dziewczynki prowadziło swoje pamiętniki. Zamykane na kłódeczkę, ozdobne, z kolorowymi kartkami. Przypominasz sobie jak wyglądał twój? Ja nawet mam swój pierwszy „łapacz wspomnień”. Koleżanki wpisywały tam różne wierszyki. Po latach miło wziąć takie cudo do ręki i wrócić pamięcią do tych beztroskich lat. To jest ta sentymentalna wartość pamiętników.

Dorastając, jako nastolatki przeżywamy bunt, czujemy się nierozumiane i wtedy taki pamiętnik jest jak najlepsza przyjaciółka, której można się wyżalić (jeśli akurat nie mamy pod ręką tej prawdziwej).

Jak dotąd miałam w swoim życiu kilka pamiętników. Zaczynałam je prowadzić, gdy w moim życiu były jakieś zawirowania, gdy czułam się nie najlepiej. I tu chyba dochodzimy do sedna sprawy. 

Pamiętniki zazwyczaj piszemy, aby poradzić sobie lepiej z emocjami, z życiowymi doświadczeniami. Często taką formę proponują psychoterapeuci swoim pacjentom jako uzupełnienie terapii. 

O wartości i pięknie wspomnień zapisanych na papierze opowiada film „Pamiętnik” Nicka Cassavetesa (na podstawie książki Nicholasa Sparksa), który kojarzy pewnie każda dziewczyna. Życiowe zapiski w pewnych sytuacjach (jak ta w filmie) mogą okazać się bardzo cenne i potrzebne. Tu przejawia się praktyczna strona pamiętników.

Pisanie podobnie jak malowanie, czy śpiewanie jest formą kreacji, wyrazu emocji, siebie. Do mnie najlepiej pasowała zawsze forma pisemna. W ten sposób wylewałam na papier swoje żale, smutki, nieszczęścia, rozczarowania, ale i chwile radości, szczęścia. Przeważały jednak te negatywne emocje, czyli takie które nie służyły dobrze ani mi, ani innym. Cóż, papier przyjmie wszystko. 

Przez ostatnie miesiące robię wewnętrzne porządki. Często sięgam do przeszłości, rozprawiam się z nią. Wszystko po to, by lepiej poznać i zrozumieć samą siebie.

Niedawno oglądałam z rodziną film „Powrót do przyszłości”. Obejrzeliśmy wszystkie trzy części. Dopiero  teraz zaczynam rozumieć, że to nie było całkiem przypadkowe. Ten film pokazywał mi to, co właśnie robię. Zaglądam w przeszłość, wyciągam wnioski, naprawiam to, co mogę i mądrzejsza w tę wiedzę, w lepsze zrozumienie, wracam do teraźniejszości. 

Okazuje się, że pamiętnik pisałam między innymi po to, żeby zmierzyć się z przeszłością, gdy będę na to gotowa. Moja obecna wiedza i świadomość pozwalają na obiektywizm, pozwalają spojrzeć na wszystkie wydarzenia z dystansu. Szersza perspektywa ułatwia zobaczenie całokształtu. Wiedza o sobie i mechanizmach jakie zachodzą w relacjach międzyludzkich sprawia, że pojawia się zrozumienie dla siebie i innych. Gwarantuje to podejście „na chłodno” do dawnych wydarzeń. Tamte emocje (nawet gdy się o nich czyta) nie wracają, nie odzywają się na nowo. Lepiej rozumiem reakcje swoje i innych. Złość, gniew ustępują miejsca współczuciu. Gdy lepiej rozumiemy swoje postępowanie i postępowanie innych pojawia się wybaczenie i empatia. Świadomość, że często dostawialiśmy to, co dawaliśmy. Inni byli tylko naszymi lustrami, odbijali to, co wysyłaliśmy. Zadziwi nas też jak wiele wspomnień pokrył kurz (może to i lepiej), jak wielu szczegółów nie pamiętaliśmy. 

Odpuszczam dawne urazy, bo uznaję swoją częściową winę, swój udział w jakimś bolesnym doświadczeniu. Moje cierpienie nie było w 100 % zależne od kogoś. Uznaję własny udział w swoim cierpieniu. Dokładnie wyjaśnił to Dalajlama w książce „Sztuka szczęścia”. Mówił w niej między innymi o tym, że jedną z przyczyn naszego cierpienia jest „personalizacja własnego bólu”. Wydaje się nam, że wszystko co nieprzyjemne spotyka nas specjalnie, celowo jest w nas wymierzone. Dokonujemy „projekcji cierpienia”, czyli że odpowiada za nie ktoś inny. Dobrze jest dostrzec „udział własny” w danej sytuacji, ponieważ zmniejsza to poczucie niesprawiedliwości. 

Pamiętnik pomaga nam dostrzec szerszy kontekst i „udział własny” w naszym cierpieniu, pomaga na nowo ocenić stare doświadczenia. To ważne mieć świadomość swojej winy, swoich błędów. Można wtedy odrzucić to, co zbędne, wyrzucić stare urazy i żale, wybaczyć, odpuścić. Pozwolić przeszłości być przeszłością bez negatywnego wpływu na naszą teraźniejszość. [ O odpuszczeniu przeszłości pisałam tutaj. ]

Według mnie najważniejszą funkcją pamiętnika jest bycie wehikułem czasu. Jest on niczym  DeLorean z „Powrotu do przyszłości”. Warto przenieść się dzięki niemu w czasie, ale na chwilę i w konkretnym celu. Nie ma sensu stale tkwić w przeszłości. Zanurzyć się we wspomnienia, zweryfikować pewne przekonania, przyjrzeć się lękom, sytuacjom. Następnie powrócić do chwili obecnej i cieszyć się nią w pełni, bez balastu, bez obciążeń przeszłości. Mentalne podróżowanie  w przeszłość lub w przyszłość sprawia, że uciekamy od teraźniejszości. Miejmy na uwadze, że nasze życie toczy się tu i teraz.

Po zakończonej misji dobrze jest zniszczyć nasz wehikuł, tak jak to proponował profesor we wspomnianym filmie. Zniszczenie DeLorean’a jest niezbędnym, ostatecznym aktem rozstania się z przeszłością. Warto pozbyć się pamiętnika, który zawiera trudne, bolesne wspomnienia. Zapisane słowa nadal na nas oddziałują, jeśli nie służą naszemu dobru trzeba się ich pozbyć. Podobnie rzecz ma się z książkami, filmami, czy muzyką. Zapewniam, że przyniesie to poczucie wolności, lekkości i oczyszczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *