Kobiecość – co to dla mnie oznacza?

Bycie kobietą to dla mnie zaszczyt, jednak nie zawsze było mi łatwo nią być i w pełni doceniać swą kobiecość. Co to w ogóle oznacza? Dorastając często gubimy się  w przekonaniach dotyczących kobiecości. Najpierw chcemy być jak księżniczki w różowych sukienkach, czarujące, subtelne, delikatne, potem imponuje nam siła, niezależność i waleczność wojowniczej księżniczki Xenii, a na koniec zachwyca seksowna Pamela  Anderson w Słonecznym Patrolu. Przeszłam wszystkie etapy. 🙂

Jako dziewczynka bawiąca się Barbie chciałam być jak ona, aby za chwilę z zapartym tchem śledzić losy Xenii, a na koniec podziwiać piękne kobiety w Słonecznym Patrolu (moje pokolenie się na nim wychowało). Ostatecznie jednak wcieliłam się w cierpiącą, nierozumianą przez otoczenie intelektualistkę. Trochę można się w tym wszystkim pogubić. W tych ideałach piękna, kobiecości, postaw moralnych itd. Często przesiąkamy przekonaniami jakie przekazywane są nam przez rodzinę i religię.

Odnoszę wrażenie, że wartość i rola kobiety niestety już od początku ludzkości (w religii chrześcijańskiej) nie jest przedstawiana w pozytywnym świetle. Począwszy przez akt stworzenia ludzi, historię Adama i Ewy, poprzesz sztukę, a zwłaszcza literaturę (głównie romantyzm), po czasy rewolucji seksualnej. Oczywiście mam zdrowy dystans do tego wszystkiego, ale myślę, że jednak w jakimś stopniu miało i ma to wpływ na postrzeganie i traktowanie kobiet.

Agnieszka Maciąg w swych książkach, a zwłaszcza w książce „Miłość. Ścieżki do wolności” pięknie odczarowuje rolę i wartość kobiet. Wskazuje na nasze wewnętrzne siłę i światło, na doniosłą rolę jaką pełnimy w świecie, w społeczeństwach. Czytając książki autorki niejedna kobieta czuje jakby pisano o niej, o jej doświadczeniach, emocjach, przemyśleniach. W gruncie rzeczy  jesteśmy do siebie takie podobne, wszystkie. Niestety wiele kobiet nie docenia własnej wartości, nie jest świadoma ogromnej i cudownej roli jaką odgrywają w świecie.

Przyglądając się temu, co w kwestii postrzegania kobiety mówi religia katolicka widzę, że jest to ktoś, kogo Bóg stworzył jako drugiego, a więc mniej istotnego, a w dodatku z żebra mężczyzny. Zatem zawdzięczamy swoje istnienie mężczyźnie (mężczyznom, bo Bóg też jest w rodzaju męskim). Następnie mamy historię Adama i Ewy, w którym to Ewa ukazana jest jako nieposłuszna kusicielka, pierwsza, naczelna grzesznica. To ona jest wszystkiemu winna, to ona ściągnęła na ludzkość cierpienie. Dodajmy do tego Marię Magdalenę, która najpewniej była najwybitniejszym uczniem Jezusa, a o której mówi się głównie w kontekście grzechu cudzołóstwa i opętania. Mamy cały komplet wierzeń i przekonań dotyczący kobiety, jej roli i wartości. Pani Agnieszka zwraca uwagę, że z tych historii powstał obraz kobiety kuszącej, grzesznej, niepokornej, co w kobietach wywoływało poczucie „niegodności” i „winy” potęgowane przez powtarzanie podczas mszy „moja wina, moja wina” oraz „Panie, nie jestem godna, abyś przyszedł do mnie.” Nigdy to do mnie nie trafiało i zawsze oburzało. Jako kilkuletnie dziecko bijąc się w pierś w kościele zastanawiałam się za co przepraszam, dlaczego muszę się ukorzyć, dlaczego nie jestem godna, nie jestem wystarczająco dobra? Jaka moja wina, czym zawiniłam? Czy naprawdę wiara, duchowość muszą być podparte strachem, bojaźnią, służalczym poddaństwem? Jakoś nie trafiało to do mnie.

Księża i panowie katecheci swoją postawą i sposobem myślenia o kobietach powodowali we mnie bunt i wszczynanie (przeze mnie) dyskusji. Ostatecznie doprowadziło mnie to do odwrócenia się od Kościoła i wiary katolickiej. Zwróciłam się (już jako nastolatka) ku wierzeniom i systemom filozoficznym Dalekiego Wschodu. Wiara katolicka trąciła mi hipokryzją, oszustwem, a co najbardziej przykre podszyta była strachem. Wizerunek groźnego, mściwego Boga nie przekonywał mnie.

Jako osoba ceniąca sobie wolność nie lubię gdy się mnie ogranicza, próbuje wcisnąć w sztywne schematy, odbiera wolność myślenia i nakazuje bierne posłuszeństwo, bezrefleksyjne przyjmowanie każdego słowa zasłyszanego w kościele. A tak właśnie się czułam podczas uczestnictwa we mszach lub na lekcjach religii. To moje subiektywne zdanie i każdy może się z tym nie zgadzać.

Wracając do motywów biblijnych często były tematem żartów wśród moich kolegów. Chłopcy podśmiewali się z dziewczynek powołując się na niektóre motywy religijne. Słyszałyśmy „oddaj moje żebro”, chełpili się tym, że rzekomo mężczyzna został stworzony pierwszy i wobec tego dawali do zrozumienia, że jesteśmy gorsze, te drugie i w ogóle tak wiele kobiety zawdzięczają mężczyznom. Niby takie niewinne „heheszki”, ale coś tam zostawało i w dziewczynkach i w chłopcach. Zawsze buntowałam się na męski szowinizm, na przedmiotowe traktowanie kobiet.  Zgrzytałam zębami gdy chłopcy mówili do nas „kobieto, puchu marny”. Nie mogłam ścierpieć na lekcjach języka polskiego podczas przerabiania epoki romantyzmu. Kobietę przedstawiano wtedy jako coś ładnego, pachnącego, miłego, niczym zwierzątko domowe lub maskotka. Trochę próżną, bo domagającą się komplementów i podziwu, trochę materialistkę, do oczekującą prezentów. Przede wszystkim jednak niestabilną, rozchwianą emocjonalnie, histeryczną, a wręcz okrutną (dla zalotnika). Kobieta często była przedstawiana jako odrealniona marzycielka, przechadzająca się po ogrodzie z książką pod pachą, wiecznie mdlejąca. Trochę śmieszno, trochę straszno, ale przede wszystkim irytująco. Zwłaszcza dla dojrzewającej i poszukującej siebie nastolatki. Ten wizerunek kobiecości także do mnie nie przemawiał. 

Nie jestem feministką. Jestem szczęśliwą mamą i żoną w partnerskim związku. Buntuję się tylko na dyskryminację kobiet, na traktowanie nas przedmiotowo, jako obiekty seksualne, nie zgadzam się na umniejszanie naszej roli i wartości, na brak szacunku wobec nas.

Coraz bardziej także dostrzegam i doceniam swój wkład dla świata, dla społeczeństwa, rodziny. Doceniam siebie i postrzegam siebie jako wyjątkową istotę, która widzi i czuje więcej niż mężczyźni. To kobiety wydają na świat nowe życie, potrafią wyczarować atmosferę, tchnąć życie w każdą przestrzeń, w której się znajdą. Ostatnio kolega przyznał, że impreza, na której są dziewczyny jest bardziej kulturalna, jest też dobre jedzenie, a w domu jest przytulniej gdy mieszka w nim kobieta, bo tu świeczka, tam kwiatek. Kobiety od zarania dziejów dbały o domostwa, o bliskich (dzieci, mężczyzn, starszyznę), troszczyły się, karmiły, uzdrawiał, opiekowały się zwierzętami i roślinami. Tak jest do dziś. Jesteśmy czułe, opiekuńcze, empatyczne, pomocne, zdolne do poświęceń i wyrzeczeń. Szukamy informacji jak najlepiej dbać o nasze domy i rodziny. Wyszukujemy zdrową, najlepiej ekologiczną żywność, by z niej przyrządzić wartościowy posiłek. Interesujmy się medycyną naturalną, zbieramy informacje o szczepieniach dzieci, podajemy lekarstwa, czuwamy i troszczymy się na codzień o życie, zdrowie i komfort naszych bliskich (niejednokrotnie robiąc przy tym karierę zawodową). Gdy tylko damy sobie szansę odkrywamy w sobie niezwykłą siłę, moc, poszerzamy swoje horyzonty, zdobywamy góry (dosłownie i w przenośni). Czy to za mało, żeby taką kobiecość w sobie docenić i szanować?

A na koniec jeden z moich ulubionych cytatów z „Pełni życia”:

Jogini mówią, że kobieta ma szesnastokrotnie silniejszą intuicję niż mężczyzna. Mówią również, że jesteśmy fenomenem natury, za którym powinien podążać mężczyzna. Powinien uczyć się od kobiety, służyć jej i ją chronić.

5 thoughts on “Kobiecość – co to dla mnie oznacza?

  • Reply Iza Czerwiec 13, 2019 at 9:51 am

    To co piszesz jest mi baaaardzo bliskie.

    • Reply justamoments.pl Czerwiec 15, 2019 at 6:17 pm

      Cieszę się, że tak czujesz. Myślę że my kobiety wiele spraw postrzegamy podobnie i czujemy podobnie tylko czasem brak nam odwagi lub wiary w siebie.

  • Reply Agnieszka Maciąg Czerwiec 13, 2019 at 7:46 pm

    Bardzo dziękuję za Twój tekst. Cieszę się, że jest w nas siła, aby przeciwstawiać się stereotypom tak mocno w nas zakorzenionym. To wymaga świadomości i odwagi ❤️ Żyjemy w pięknych czasach, kiedy kobiety mogą mówić własnym głosem, i otwarcie wyrażać swoją prawdę. Bardzo to cenię. Dziękuję Ci i przesyłam ciepłe pozdrowienia!!!

    • Reply justamoments.pl Czerwiec 15, 2019 at 6:20 pm

      Dziękuję bardzo. Takie słowa uznania od Pani wiele dla mnie znaczą. Tak naprawdę zawsze podskórnie czułam naszą kobiecą moc i przeciwstawiałam się stereotypom, ale dopiero teraz mając 35 lat zaczynam odkrywać i doceniać swoją kobiecą wartość i rolę.

  • Reply kornik Czerwiec 22, 2019 at 12:03 pm

    Wydaje mi się, że przez wieki mężczyźni umniejszają rolę kobiet ponieważ sami czują się przez nie zagrożeni. To już nasuwa wnioski o tym jakie kobiety potrafią być silne i wspaniałe. Kto wie, może przed powstaniem współczesnych religii i polityki, w czasach, których nikt nie wie co się działo (przez brak pisma itp), to kobiety władały światem? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *