O pędzie życia i marzeniu o slow life

W ferworze codziennej bieganiny, natłoku zajęć, obowiązków zazwyczaj zagłuszany jest nasz wewnętrzny głos. Zapominamy o sobie, o własnych potrzebach. Wszyscy i wszystko w koło jest ważniejsze. Te wszystkie bardziej i mniej pilne sprawy do załatwienia. Mnożą się i piętrzą obowiązki, a my nie dbamy o zachowanie równowagi, o odpowiednią ilość odpoczynku, regeneracji. Czujemy się przeciążeni, sfrustrowani, nieszczęśliwi. Marzymy o większej ilości wolnego czasu, o realizowaniu pasji, o przełączeniu się na tryb slow.

Niektórzy lubią być „wiecznie zajęci”. Dwa główne powody, jak mi się wydaje, to obawa przed ciszą i spokojem, które mogą kojarzyć się z samotnością lub zmuszą do bycia z samym sobą i posłuchania wreszcie głosu własnego serca-duszy. Drugi powód to będąc ciągle zajętym udowadniają sobie i innym swą wartość, pożyteczność i zaradność życiową.

Odnoszę wrażenie, że coraz więcej ludzi czuje się nieszczęśliwa, zestresowana i przeciążona ilością obowiązków i zmęczona szalonym tempem życia. Zupełnie jakbyśmy wskoczyli do pociągu, który wciąż przyspiesza i coraz trudniej z niego wysiąść. Krajobraz wokół nas staje się coraz bardziej rozmazany, nie wiadomo też dokładnie dokąd zmierzamy.

Czasem jednak słyszymy o ludziach, którzy zdecydowali się dokonać zmian, opuścić pędzący pociąg. Inspirują nas takie historie, podziwiamy takie osoby, czasem nawet im zazdrościmy.

Rok temu ja także postanowiłam zaciągnąć hamulec, zwolnić, nadać swemu życiu właściwy kierunek. Skupić się na sobie, mieć więcej czasu dla rodziny, na spokojnie zastanowić się nad swoim życiem, swoimi marzeniami, potrzebami, ambicjami. Uważam, że każdemu przydałby się taki dłuższy reset. Można wtedy zweryfikować, czy nadal chcemy robić to, co robimy w życiu, czy czujemy się spełnieni i szczęśliwi, a może jednak warto by coś zmienić.

Wiele lat dojrzewałam do tego kroku. Wydaje mi się, że tym co ostatecznie zadecydowało było dojście do pewnego muru, do kresu swego niezadowolenia, frustracji, poczucia, że lata lecą, życie jakoś przepływa przez palce, a ja nie bardzo widzę swoją przyszłość w tym czym się dotychczas zajmowałam. To nie są łatwe decyzje i każdy podejmuje ją na własną odpowiedzialność. Optymalnie, gdy mamy wtedy wsparcie bliskich, a decyzja jest dobrze przemyślana. Czasem obserwowałam jak znajomi zmieniają pracę, albo decydują się na własną działalność, a wszystko po to, by zmienić komfort własnego życia. Zawsze mocno inspirowały mnie takie historie.

Wyjście ze strefy komfortu nie jest ani łatwe ani przyjemne. Jednak po roku stwierdzam, że dużo dobrego może z tego wyniknąć. Wiele się nauczyłam, zrozumiałam, poznałam ciekawych ludzi i lepiej poznałam samą siebie, otworzyłam się na świat i ludzi. Przyniosło mi to mnóstwo radości, satysfakcji, podziwu dla samej siebie. Moi bliscy także skorzystali na tym, że jestem spokojniejsza, częściej się uśmiecham, nie jestem ciągle zmęczona i sfrustrowana. Mam więcej czasu dla rodziny i na zajmowanie się domem. Nie jestem ciągle w biegu, nie pospieszam innych, chodzę powolniejszym krokiem i wolniej jeżdzę samochodem, ze spokojem robię zakupy. Uważność towarzyszy mi na codzień, nie tylko od święta.

To nieprawda, że ludzie się nie zmieniają. Jako istoty ludzkie wciąż jesteśmy w procesie, rozwijamy się i zmieniamy. Zdobywamy nową wiedzę i doświadczenia, które nas kształtują i powodują zmiany w naszym postrzeganiu siebie i świata. Dla mnie jest to fascynująca podróż, piękny proces. I choć po drodze są potknięcia, chwile zwątpienia, łzy, raz na jakiś czas uaktywnia się stary program „jestem beznadziejna i niczego nie osiągnę” to idę dalej, bo widzę ile dobrego mi to przyniosło. Przełączenie się na tryb slow pozwoliło mi posłuchać wewnętrznego głosu i podążanie za nim, podjęcie próby realizacji pewnych planów (blog, instagram), marzeń, skupieniu się na własnych pasjach (joga, czytanie), rozwoju pewnych form wyrazu twórczego (pisanie, fotografia) oraz odnajdywaniu i rozwijaniu w sobie nowych zainteresowań (fotografia, ayurweda, kwestie związane z ludzkim ciałem i psychiką).

Nie wiem dokąd dojdę, jak dalej potoczy się moja przyszłość, co wyniknie z podejmowanych decyzji i czy są one słuszne. Mimo, że ten rok był dla mnie trudny i czasem wyczerpujący emocjonalnie to jednocześnie bardzo wartościowy i jestem wdzięczna za wszystkie osoby, które pojawiły się na mej drodze, wszystkie doświadczenia i podjęte decyzje.

2 thoughts on “O pędzie życia i marzeniu o slow life

  • Reply Ula - wmojejnaturze.pl Sierpień 15, 2019 at 5:35 am

    Życzę satysfakcji z tego „nowego” życia…:)

    • Reply justamoments.pl Sierpień 15, 2019 at 1:50 pm

      Dziękuję. Mam nadzieję, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *