Kobiecość – udręka czy błogosławieństwo?

Ostatnio sporo zastanawiam się nad swoją kobiecością. Dużo mam w tej kwestii uświadomione jednak co jakiś czas wracają pewne kwestie, których nie potrafię rozgryźć, albo nie potrafię sobie z nimi poradzić.

Czasem nienawidzę swojej kobiecości. Nienawidzę tych huśtawek nastrojów, bólu, lęków, łez, słabości, frustracji, presji bycia wiecznie zadbaną i zadowoloną, odnoszącą sukcesy, stawiającą potrzeby innych nad własne.. Szczerze, są chwile gdy nie znoszę być kobietą. Mam dość samej siebie. Wtedy najgłośniej „wewnętrzny krytyk hula na didżejce”.

Wszystko ma swoje blaski i cienie, bycie kobietą również. Dlatego czasem doświadczam także blasków, czyli cudownych momentów jako kobieta doceniając wtedy swoją wrażliwość, emocjonalność i bogate życie wewnętrzne.

Podróż do samej siebie, którą odbywam od jakiegoś już czasu, prowadzi mnie krętymi ścieżkami przez umysł, serce, emocje i ciało. Próbuję dotrzeć do swojej prawdziwej natury. Pytam „jaka jestem naprawdę? kim jestem?”. Na tej drodze potykam się i upadam, ocieram łzy, wstaję, idę dalej, by znów upaść. Zaliczam kolejne emocjonalne dołki i górki. Często czuję się nierozumiana i osamotniona. Co jakiś czas jednak doświadczam wspierającej mocy kobiet i Wszechświata. Otrzymuję uznanie i docenienie wtedy kiedy najbardziej tego potrzebuję, mimo że o to nie proszę. (Moje ego jest tak małe, że potrzebuję aprobaty, pochwały, uznania, by rozwijać się i wzrastać).

Ostatnio zastanawiam się dlaczego my, kobiety spychamy często swoje pragnienia na dalszy plan? Dlaczego poczucie obowiązku i odpowiedzialności za innych jest silniejsze od własnych potrzeb? Dlaczego bierzemy na siebie więcej niż chcemy wziąć i więcej niż jesteśmy w stanie unieść, a potem wściekamy się same na siebie? Zastanawiam się czym jest to uwarunkowane. Tak łatwo poświęcamy się dla dobra innych, a tak trudno nam zatroszczyć się o siebie. A do tego presja społeczna, wymagania, oczekiwania co do tego jakie mamy być. I tak idziemy przez życie rozdarte między potrzebą realizacji siebie, a opieką nad rodziną, domem lub.. całkiem nieświadome.

Potrzebujemy wysłuchania, wypłakania się, wyrzucenia z siebie tego co boli, uwiera. A zamiast tego często odgrywamy rolę siłaczki, by nie zostać posądzoną o słabość. Tę typowo kobiecą, żałosną, nieszczęsną, żenującą słabość – tak już niemodną. Za nic nie chcemy być postrzegane jako płaczki, przewrażliwione histeryczki. Nowoczesna kobieta jest silna, stanowcza, konkretna, mądra i wykształcona, a najlepiej jeszcze przebojowa i robiąca zawrotną karierę.

Przeintelektualizowanie zaćmiewa mechanizmy działania naturalnych instynktów kobiety.

„Biegnąca z wilkami” Clarissa  Estes Pinkola

Odcinamy się od naszej pierwotnej natury. Dzikiej, spontanicznej, radosnej, emocjonalnej natury. Zamykamy się w sobie i cierpimy po cichu. Czasem szukamy pomocy w gabinecie psychoterapeuty lub bierzemy udział w spotkaniach terapii ruchem, albo wibracją. Taniec, śpiew są przecież wpisane w ludzką naturę. To znakomity sposób na rozładowanie stresu, wspaniały sposób ekspresji, wyrażenia siebie, wypuszczenia emocji. Jestem wdzięczna, że choć raz na jakiś czas mam okazję wziąć udział w spotkaniu kobiet, wspólnie ćwiczyć, tańczyć, śpiewać, rozmawiać lub po prostu milczeć. Jest to bardzo oczyszczające i uwalniające doświadczenie.

Na każdego czarownika przypadają na całym świecie tuziny czarownic

„Budda i miłość” Lama Ole Nydahl

To wspaniałe jakie wsparcie możemy podarować sobie jako kobiety gdy tylko przestaniemy ze sobą rywalizować, patrzeć na drugą kobietę jak na konkurencję, zagrożenie. Tak wiele możemy się od siebie wzajemnie nauczyć. Czerpać i dawać nawzajem. Wszyscy jesteśmy dla siebie lustrami. Wszyscy jesteśmy dla siebie nauczycielami. W historii drugiego człowieka możemy odnaleźć część siebie, kawałek własnej historii. Uważnie słuchając, obserwując możemy powiedzieć „rozumiem Cię, znam to, też tam byłam” lub „mam tak samo”. Nie czujemy się wtedy takie samotne i odosobnione w swoich przeżyciach, doświadczeniach.

Mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie nie jest łatwo odnaleźć swoja prawdziwą naturę, odnaleźć harmonię w sobie i ze światem. Nie przestaję jednak próbować.

Bycie kobietą to dla mnie przeplatanka udręki i błogosławieństwa.

Jestem ciekawa jakie jest twoje zdanie na ten temat?

A tutaj znajdziecie mój wpis z zeszłego roku w temacie kobiecości, który był napisany w trochę odmiennym stanie emocjonalnym niż ten dzisiejszy 🙂 Mimo to, nadal jest dla mnie aktualny.

4 thoughts on “Kobiecość – udręka czy błogosławieństwo?

  • Reply Magdalena Luty 19, 2020 at 3:50 pm

    Ja uwielbiam swoją kobiecość. Cieszę się, że w tym życiu mam możliwość doświadczania takiej enrgii.
    Zgadzam się z tym, że kobiety odcinają się od swojej naturalnej mocy i za bardzo idą w stronę rozumu i logiki. Dla mnie esencją kobiecości jest czucie, wrażliwość, empatia. Za tymi rzeczami idzie wielka moc kreowania rzeczywistości.
    Lansowany jest model kobiety silnej, która pnie się po szczeblach kariery. Taki model jest związany z rywalizacją i z robotyzacją. To nie służy żadnej płci a zwłaszcza kobietom.
    Mam nadzieję, że to się będzie zmieniać, wkraczamy w erę Wodnika, świadomość wzrasta. Bądźmy dobrej myśli:) Pozdrawiam:)

    • Reply justamoments.pl Luty 19, 2020 at 7:21 pm

      tak, zgadzam się. Dobrze to ujęłaś. Zauważam, że kobiety są coraz bardziej świadome i poszukują swojej prawdziwej natury, obalają stereotypy, ale też nie do końca chcą się wpasować z nowoczesne standardy (i słusznie). Szukamy równowagi, harmonii, najlepszej dla siebie drogi.

  • Reply Ula - wmojejnaturze.pl Luty 26, 2020 at 10:37 am

    Cieszę się ze swojej kobiecości. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła nie być kobietą. Cieszę się z tego, że jako kobieta mam bogate życie wewnętrzne i emocjonalne. Cieszę się ze swojej wrażliwości i umiejętności budowania relacji. Tak, chyba z tego ostatniego najbardziej. To bardzo, bardzo ważne, o czym piszesz, żeby pamiętać o swoich potrzebach. Ale myślę, że my kobiety rozkwitamy przede wszystkim w relacjach z innymi ludźmi, a chyba najpełniej w macierzyństwie. Za to wszystko jestem wdzięczna!

    • Reply justamoments.pl Luty 28, 2020 at 12:04 pm

      Każda z życiowych ról jest dla nas wyzwaniem i polem do rozwoju. Tak mi się wydaje. A macierzyństwo chyba najbardziej nas rozwija, jak powiedziałaś. Mierzymy się wtedy z wieloma wewnętrznymi tematami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *