Jak zostałam nauczycielką jogi

Mija prawie rok odkąd uczę jogi i w związku z tą okolicznością chciałabym podzielić się w Wami moją historią.

Zeszłoroczne lato okazało się przełomowe dla mojej przygody z jogą. Na skutek pewnej synchroniczności zdarzeń dostałam szansę, by sprawdzić się w roli nauczycielki. 

Zaczęło się od częściowego, tygodniowego kursu nauczycielskiego, po którym nabrałam pewności siebie. Zapragnęłam przejść pełne szkolenie, czyli 200h-Teacher Training Course.

Od dawna chodziło mi po głowie, by zostać instruktorką. W zasadzie już jako 20-latka miałam pomysł, aby zostać trenerką fitness. Trenowałam wtedy zajęcia ze stepami, w klubie, trzy razy w tygodniu po półtorej godziny. Trwało to rok i bardzo mi się podobało. Powstrzymała mnie myśl, że nie jestem i nie będę wystarczająco dobra. Wmawiałam sobie problemy z koordynacją, ze słuchem muzycznym i że nie dam rady wymyślać układów i poruszać się idealnie w rytm muzyki.

Z jogą było podobnie. Chodziłam na zajęcia dłuższy czas i znów odżyły we mnie dawne tęsknoty o byciu instruktorką. Tym razem znów się poddałam bez walki wmawiając sobie jakieś mity. Blokowały mnie dwie myśli. Pierwsza – trzeba będzie wyjechać do Indii na kurs, druga – nie wykonuję pewnych asan, a więc nie mogę zostać nauczycielką.

Jak się okazało obie te „przeszkody” udało mi się pokonać, bowiem były to tylko moje, błędne przekonania. Umysłowe hamulce, które sama zaciągnęłam. Żyłam wiele lat w przeświadczeniu, że to prawda. A tymczasem wcale nie trzeba wyjeżdżać do Indii na kurs nauczycielski, a po drugie to, że nie wykonuje pewnych asan nie jest wcale przeszkodą. Dowiedziałam się o szkole w Polsce (5 Elements – International School of Yoga and Movement). Ma ona swój oddział także w Bangalore w Indiach, ale w Krakowie również można zrobić ten sam międzynarodowy kurs, zdobyć dyplom i uprawnienia nauczyciela jogi.

O kursie nauczycielskim pisałam w tym poście.

Nieumiejętność wykonania którejkolwiek z asan nie dyskwalifikuję mnie jako nauczycielki. Poznałam wspaniałe joginki, z których każda jest inna. Pokazały mi, że w jodze nie chodzi o perfekcję, o podręcznikowe wykonywanie asan. Każdy z nas ma inną budowę ciała, inne w nim ograniczenia, dla każdego co innego jest mocną, a co innego słabą stroną. Nasze ciała się różnią i to jest piękne. Każde ciało jest unikatową historią. Dlatego nie ma sensu porównywać się z innymi. Trzeba pracować ze swoim ciałem i traktować to jako podróż do siebie. Poznawać, eksplorować i rozwijać. 

Gdy tylko obaliłam te dwa mity o tym dlaczego nie zostanę nigdy nauczycielką jogi nagle otworzyły się przede mną nowe horyzonty i możliwości. Szybko znalazłam pracę, ponieważ w momencie wkraczania na tę nową ścieżkę dotarła do mnie informacja, że moja nauczycielka jogi odeszła z klubu, w którym uczyła wiele lat. Uczęszczałam na jej zajęcia jakieś 7 lat i dziwnie się poczułam, że właśnie coś się skończyło. Jednak gdy coś się kończy inne się zaczyna. Nieśmiało złożyłam swoje podanie o pracę i ku mojemu zaskoczeniu dostałam pozytywną odpowiedź. Historia jakich wiele – uczeń zastępuje mistrza. Oczywiście nie śmiem się porównywać do mojej nauczycielki, ani nie uważam się za mistrza. Jestem zwyczajnie wdzięczna za podarowaną mi szansę. A uwierzcie, że nie jest łatwo wejść w czyjeś buty. Prowadzić zajęcia gdy chwilę wcześniej stało się „mata w matę” z tymi samymi osobami, których teraz się uczy. Nie uniknęłam oczywiście porównań do mojej poprzedniczki. Starałam się nie przejmować tym, robić swoje. Nie jestem nią i moje zajęcia nie będą takie same. Obrona tego stanowiska zawsze wymaga odrobiny odwagi i dojrzałości psychicznej. Nigdy nie chciałam i nie zamierzam nikogo naśladować. Uważam, że tylko prawda i autentyczność się obronią.

Na zawsze pozostanę wdzięczna mojej nauczycielce za to, czego mnie nauczyła, a uczyła naprawdę znakomicie. 

Przyszedł mój czas na rozłożenie skrzydeł, na sprawdzenie się w nowej roli. Miałam obawy, czy naprawdę tego pragnę, czy się nadaję. Czy jestem wystarczająco dobra w tym co robię? Nie byłam pewna, czy ta rola w ogóle mi się spodoba. Obawiałam się także jak będę odbierana przez grupę. Działałam jednak według zasady „bój się i rób.”

Wkrótce minie rok od początku mojej przygody w roli nauczycielki jogi i nie żałuję ani jednej decyzji, która się z tym wiązała. Okazało się to być fascynującą przygodą. Niesamowitym rozwojem i wzrostem jako joginki, jako człowieka. Wiele zmian we mnie zaszło mentalnych i fizycznych. Najważniejszą lekcją dla mnie w tej historii jest to, że najczęściej nasze ograniczenia są tylko w głowie. Niemożliwe stało się możliwe. Zostałam nauczycielką jogi oraz wykonuję asanę, która wydawała mi się nieosiągalna, czyli stanie na głowie. 

Nasuwa mi się jeszcze jeden wniosek. Ciekawą wydaje mi się potrzeba ruchu w życiu. Gdzieś w głębi duszy ciągle mi to towarzyszyło – by ruch był częścią mojego życia. Nie używam słowa sport choć taka jest właśnie konotacja dla mojego określenia „ruch”. Potrzeba aktywności fizycznej, nie tylko w wymiarze czysto rekreacyjnym. To naprawdę ciekawe gdy się na tę układankę życiową patrzy z perspektywy czasu. 🙂

2 thoughts on “Jak zostałam nauczycielką jogi

  • Reply Monika Czerwiec 9, 2020 at 12:53 pm

    Hej, chciałam tylko napisać, że bardzo podziwiam i dopinguję tym, którzy nie boją się iść swoją ścieżką. Albo i nawet się boją, ale sięgają po marzenia mimo strachu. Brawo za odwagę i powodzenia!

    • Reply justamoments.pl Czerwiec 9, 2020 at 5:29 pm

      Dziękuję Ci z serca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *