Przestań się martwić

Wydaje się, że zamartwianie się jest wpisane w ludzką naturę. Każdy go przecież w życiu doświadczył. Czy jednak jest metoda, by przestać się martwić?

Okazuje się, że jest i to nawet nie jedna metoda na pozbycie się zmartwień. W książce „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” Dale Carnegie podaje nam całą listę sposobów pomocnych w uzyskaniu wewnętrznego spokoju i lepszego życia.

Moje życie pełne było straszliwych niepowodzeń, z których większość nigdy nie miała miejsca.

Przede wszystkim większość rzeczy, o które się martwimy nigdy się nie wydarzy. Różne są statystyki, ale jest to koło 80 % wszystkich naszych zmartwień i czarnych scenariuszy. Pocieszające, prawda? Kilka procent rzeczywiście może się wydarzyć się, ale sobie z tym poradzimy, a na pozostałą resztę nie mamy wpływu. 

Co do zdarzeń, które mają szansę się wydarzyć możemy przyjąć następującą postawę. Wypisać na kartce to, co może się wydarzyć, uwzględnić wszystkie, możliwe scenariusze danej sytuacji. Następnie wypisać rozwiązania jakie mogą zaistnieć. Pozwoli to spojrzeć szerzej na problem i wybrać najlepsze dla nas wyjście z sytuacji. Przyniesie spokój i akceptację.

Ważne, by sprecyzować problem, który nas trapi. Ustalić, co go wywołuje, jaka jest jego przyczyna. Zastanowić się, co można w tej kwestii zrobić. A zawsze istnieje kilka możliwości. Należy wybrać tę, która wydaje się nam właściwa.

„Boże daj mi łaskę,

Bym przyjął to, czego nie mogę zmienić

Daj odwagę, bym zmieniał to, co zmienić mogę,

I mądrość, bym odróżniał jedno od drugiego.”

Zatem trzeba działać tam, gdzie jest to możliwe i zaakceptować to, na co nie mamy wpływu.

Jak radzi autor czasem trzeba poddać się woli Boga. Bez względu na wyznanie, filozofię jaką się w życiu kierujemy warto oddać problemy i zmartwienia siłom wyższym. Innymi słowy zaufać Wszechświatowi. Wiara i zaufanie są podstawą w utrzymaniu spokoju ducha. Czujemy się wtedy zaopiekowani. Nie jesteśmy samotni w naszych życiowych zmaganiach. „Modlitwa daje nam poczucie dzielenia się naszym ciężarem.”

Nasze zmartwienia, lęki możemy uleczyć poprzez świadomość. Zmieniając nasze nastawienie, percepcję, podejście do życia. Zamiast narzekać, martwić się przeszłością lub przyszłością doceńmy to, co jest tu i teraz. Zawsze jest sporo powodów do wdzięczności. A czytając ludzkie historie opisywane w książce można nabrać dystansu do własnych problemów, które najczęściej nie są wielkimi problemami. 

Żyjąc w ciągłym lęku, zmartwieniu szkodzimy swojej psychice. Efektem są depresje, załamania nerwowe i różne inne choroby psychiczne. Cierpi także nasze ciało. Choroby układu krwionośnego jak zawały serca, udary, nadciśnienie tętnicze, a także układu pokarmowego np. wrzody żołądka. Bezsenność również może być skutkiem zamartwiania się. Zmartwienia wywołują stres, napięcie w ciele i umyśle. Na dłuższą metę nie da rady tak żyć. 

Licz swoje błogosławieństwa – nie kłopoty!

Odpoczynek i relaks są nam jak najbardziej potrzebne. Zachowanie umiaru i równowagi jest kluczowe. Nie są to odkrywcze metody, ale jakże słuszne i pomocne. Zbilansowana dieta, odpowiednia jakoś snu, regeneracja powinny być na porządku dziennym. 

Autor przywiązuje wagę także do radości jaka powinna nam w życiu towarzyszyć. Zachęca, aby wnosić do życia jak najwięcej ekscytacji, pasji. Nasza praca powinna przynosić radość, satysfakcję i spełnienie.

Myśl i działaj radośnie, a będziesz radosny.

Należy jak najlepiej wykonywać swoje zadania i nie przejmować się krytyką, bo „niesłuszna krytyka to często ukryty komplement.”

Działanie na rzecz innych także jest metodą pozwalającą odwrócić uwagę od nas samych i naszych zmartwień. Robiąc dobre uczynki dla innych sami czujemy się lepiej. Bezinteresowna pomoc innym daje nam więcej niż nie jedno bogactwo. Wzmacnia nas i podbudowuje.

Stykając się z czyjąś tragedią doceniamy własne życie, wypełniamy swoje serce wdzięcznością za to, co mamy. Niosąc innym ukojenie i pomoc, jednocześnie ofiarowujemy je także sobie.

O książce „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” mogłabym jeszcze wiele napisać. Jest to lektura, do której z pewnością będę powracać. Mam nadzieję, że choć trochę Was nią zainteresowałam. 

Jeśli jeszcze jej nie czytaliście to wiedzcie, że warto. Ja Wam ją szczerze polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *